
Skutki śmierci saudyjskiego następcy tronu, księcia Sultana, spowodowały wyraźne poruszenie, nie tylko w kręgach rodziny królewskiej, lecz również w regionie i na świecie. Decyzją Opiekuna Dwóch Świętych Meczetów, króla Abdullaha bin Abdul-Aziza Al-Sauda, następny w kolejności tron obejmie książę Nayef bin Abdul-Aziz. Przyrodni brat władcy uchodzi za zdecydowanego konserwatystę i gorącego przeciwnika liberalnych reform, co budzi niepokój zarówno mieszkańców królestwa, jak i całej społeczności międzynarodowej.
Fakt, że to właśnie Nayef bin Abdul-Aziz Al-Saud został wskazany na następcę tronu przez obecnego króla nie budzi akurat żadnego zdziwienia. Od dawna w kuluarach pałacu w Rijadzie, mówiło się o postępującej chorobie nowotworowej księcia Sultana, do 22 października 2011 r. ministra obrony i lotnictwa królestwa. W 2009 r. książę Nayef objął urząd drugiego wicepremiera. Tym samym został namaszczony na następcę Sultana w wypadku jego przedwczesnej śmierci. Nayef uchodzi za bardzo wpływowego członka saudyjskiej rodziny królewskiej. Należy, między innymi, do tzw. frakcji Sudayri. Oznacza to, że jest potomkiem pierwszego króla Arabii Saudyjskiej oraz księżniczki Nedżdu o imieniu Hussa Ahmad Al-Sudayri. Ponadto obecny następca tronu nieprzerwanie od 1975 r. piastuje urząd ministra spraw wewnętrznych. Stanowisko umożliwia kontrolę nad siłami bezpieczeństwa królestwa i policją religijną skupiającymi łącznie 130 tys. agentów i pracowników. Do zadań resortu należy m.in.: kontrola życia społecznego oraz działania wywiadowcze przeciwko zorganizowanym grupom przestępczym i terrorystycznym. Piastowany urząd oraz szerokie poparcie wśród konserwatywnej warstwy społeczeństwa i islamskich duchownych wywyższa Nayefa spośród innych książąt. Toteż niezwykle silna pozycja ministra spowodowała, że 27 października 2011 r. król Abdullah bin Abdul-Aziz Al Saud wymógł na Radzie Wierności wybranie księcia na następcę tronu. Posunięcie monarchy spowodowało jednak niesłychanie duże poruszenie. Niepokój nie dotyczył samej osoby sukcesora, a sposobu wyboru nowego króla. Z inicjatywy królewskiej w 2006 r. przy władcy powstało ciało doradcze złożone z najmożniejszych członków dynastii. Radzie Wierności postawiono za cel regulację kwestii sukcesyjnych w królestwie i wyboru monarchy. Jednakże sam Opiekun Dwóch Świętych Meczetów, ignorując kompetencje swojego ciała doradczego, wymógł na Radzie złożenie przysięgi wierności synowi księżniczki Hussy Al-Sudayri. Decyzja panującego podała w wątpliwość istnienie tego organu, co odbiło się na pozycji książąt na dworze. Ograniczenie wpływów arystokratów oraz silna pozycja przyszłego władcy może być początkiem marginalizacji części rodziny królewskiej. Obecnie jednym z niechętnie widzianych w Rijadzie jest książę Talal bin Abdul-Aziz Al-Saud, przyrodni brat obecnego monarchy, który uchodzi za zwolennika reform oraz liberalizacji życia społecznego.
Żelaznoręki Nayef
„Konserwatywny pragmatyk przekonany o tym, że bezpieczeństwo i stabilność są najważniejsze” – to tylko jeden z wielu z opisów księcia sporządzony przez amerykańskich dyplomatów. Jak będzie wyglądać Arabia Saudyjska po objęciu tronu przez Nayefa bin Abdul-Aziza Al-Sauda? Zdania na ten temat są zdecydowanie podzielone. Następca obecnego króla słynie ze swojego sprzeciwu wobec wszelkich zmian, w szczególności tych dotyczących życia społecznego. Według niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” objęcie tronu przez księcia zaowocuje utratą wszystkich dotychczasowych praw, jakie uzyskały kobiety podczas rządów króla Abdullaha. Sama Arabia Saudyjska cofnie się natomiast do czasów całkowitego „apartheidu płci”. Obawy Saudyjek dotyczą m.in.: utrzymania koedukacyjnego uniwersytetu, obietnicy dopuszczenia do wyborów municypalnych w 2015 r. czy umożliwienia im w niedalekiej przyszłości samodzielnego prowadzenia samochodu.
Książę Nayef jako minister spraw wewnętrznych niejednokrotnie dał wyraz swoim konserwatywnym poglądom. W 2009 r. publicznie podał w wątpliwość stwierdzenie o potrzebie ustanowienia praw wyborczych dla kobiet. Również z jego polecenia aresztowano kilka aktywistek, które złamały zakaz prowadzenia samochodu. Książę stoi też za stłumieniem marcowego protestu szyickiej mniejszości w mieście Qatif, podczas którego trzy osoby zostały ranne w wyniku ostrzału prowadzonego przez służby bezpieczeństwa.
Podobnie na gruncie politycznym przyszły monarcha nie zgadzał się na żadne poważniejsze zmiany ustrojowe. W 2003 r. grupka zwolenników reform chciała nawiązać kontakt z przychylnie im nastawionym ówczesnym następcą tronu – księciem Abdullahem. Zmiany miały dotyczyć przekształcenia monarchii absolutnej w konstytucyjną oraz liberalizacji prawa. „Co wywalczyliśmy mieczem, tym mieczem ochronimy” – miał wtedy powiedzieć książę Nayef. W ciągu następnego roku poszczególni przywódcy ruchów reformatorskich zostali aresztowani (m.in.: Abdullah Al-Hamid oraz Matrouk Al-Faleh), a rozmowy o ewentualnych modyfikacjach ustroju definitywnie zakończone.
Wróg twojego wroga…
Jest twoim przyjacielem. Ta sentencja niejednokrotnie znalazła swoje odbicie w historii powszechnej. W odniesieniu do obecnego sukcesora tronu Arabii Saudyjskiej i jego stosunków z Zachodem, powyższa maksyma nie uzyskuje potwierdzenia. Śmiertelnym wrogiem, zarówno świata zachodniego jak i księcia Nayefa pozostaje Al-Kaida. Nie powoduje to żadnego ocieplenia stosunków pomiędzy przyszłym monarchą a Europą i Stanami Zjednoczonymi. Obecny minister spraw wewnętrznych systematycznie odmawiał współpracy z wywiadami i agencjami bezpieczeństwa państw zachodnich. Po wydarzeniach z 11 września 2001 r. kategorycznie zaprzeczył jakoby wśród 19 zamachowców-samobójców mieli być Saudyjczycy. Rok później, w wywiadzie dla magazynu „Ain-Al-Yaqeen”, zasugerował, że to obywatele Izraela stali za atakiem terrorystycznym na Waszyngton i Nowy Jork. Księcia Nayefa podejrzewano o tajne układy z Al-Kaidą, na mocy których, za olbrzymie sumy pieniędzy, przeznaczane na fundację Osamy bin Ladena, bojownicy nie przeprowadzali operacji na terenie królestwa. Powyższe stwierdzenie stoi jednak w sprzeczności z bardzo zintensyfikowanymi działaniami ministra spraw wewnętrznych na rzecz unicestwienia tej organizacji terrorystycznej. Zamach bombowy w Rijadzie w 2003 r. książę nazwał „ najbardziej brutalnym ze wszystkich” oraz zaznaczył, że celem ataku był naród saudyjski, w istocie arabski i muzułmański. Po tych wydarzeniach Nayef ścigał bojowników ugrupowania na terenie całego kraju. W sierpniu 2009 r. jego syn Mohammad bin Nayef, wiceminister spraw wewnętrznych przeżył zamach jaki zorganizowali na niego w Dżuddzie bojownicy Al-Kaidy. Od tamtego czasu prześladowania członków organizacji uległy jeszcze większej eskalacji oraz stały się jednocześnie osobistą sprawą księcia Nayefa.
Pustynny strateg
Przyszły monarcha posiada bardzo silną pozycję w regionie Półwyspu Arabskiego. Jego konserwatywne poglądy oraz priorytety w postaci bezpieczeństwa i stabilności monarchii znajdują odbicie w działaniach poza granicami kraju. Następca tronu niejednokrotnie wspomagał sąsiedni Jemen w walce z siłami Al-Kaidy. Również w obliczu Arabskiej Wiosny Narodów prezydent Republiki Jemenu Ali Abdullah Saleh mógł liczyć na wsparcie księcia, a po zamachu w Sanie, w czerwcu 2011 r. na rekonwalescencję w saudyjskim szpitalu.
Następca Abdullaha absolutnie nie sprzyja fali demokratyzacji, która przeszła przez kraje arabskie wiosną 2011 r. Nayef był jednym z tych, którzy gorąco popierali pomysł wysłania oddziałów do Bahrajnu, w obliczu protestów lokalnej opozycji żądającej demokratyzacji i równych praw dla szyitów. W marcu 2011 r., około 1000 saudyjskich żołnierzy, przekroczyło granicę Królestwa Bahrajnu, oficjalnie w celu ochrony obiektów strategicznych. W rzeczywistości posiłki z Rijadu miały ustabilizować sytuację i zapobiec upadkowi sunnickiej dynastii Al-Chalifa. Po tych wydarzeniach książę odwiedził stolicę kraju Manamę i oświadczył, że „bezpieczeństwo Bahrajnu będzie od tej pory integralne z bezpieczeństwem Królestwa Arabii Saudyjskiej”. Tym samym przyszły monarcha wyraźnie zaznaczył, że jeśli nastąpi taka konieczność, zza Zatoki Bahrajnskiej ponownie przybędą saudyjskie oddziały. Wojskowa operacja to jasny przekaz dla Teheranu. Reżim ajatollahów od dawna walczył z Rijadem o wpływy w regionie, w szczególności w krajach zamieszkanych przez duże grupy szyitów, takich jak Bahrajn czy Syria.
Również sztuka tzw. dyplomacji konferencyjnej nie jest obca następcy saudyjskiego tronu. W grudniu 2010 r. w Kairze odbyło się spotkanie ministrów spraw wewnętrznych oraz ministrów sprawiedliwości państw Ligi Arabskiej. W wyniku konferencji podpisano 5 porozumień, których sformułowania pozwalają na poprawę bezpieczeństwa w regionie. Wszystkie postanowienia odnoszą się do zagrożenia terrorystycznego oraz przestępczości zorganizowanej i obejmują kwestie prania brudnych pieniędzy, finansowania terroryzmu, walki z cyberterroryzmem i ekstradycji więźniów. Książę Nayef był jednym z głównych autorów paktu, czym wzmocnił pozycję swojej osoby na forum międzynarodowym oraz zaakcentował priorytety polityki Arabii Saudyjskiej w regionie.
Silniejszy niż brat?
Nie ma jednej zgodnej opinii, jakim królem będzie książę Nayef. Podstawowe spory toczą się wokół jego głębokiego konserwatyzmu. Saeed Al-Shihabi, analityk specjalizujący się w polityce państw Bliskiego Wschodu, uważa, że jeżeli książę Nayef zostanie królem, stanie się „Nieodpowiednim człowiekiem na nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie”. Dr Al-Shihabi uzasadnia swoją tezę brakiem wrażliwości na reformy i przywiązaniem do tradycji następcy tronu. W obliczu fali demokratyzacji i Arabskiej Wiosny Narodów, poglądy nowego władcy mogą okazać się zgubne dla królestwa. Inaczej twierdzi Michael Stephens, ekspert z Królewskiego Instytutu Służb Zjednoczonych – think-thanku zajmującego się studiami nad obroną i bezpieczeństwem. Specjalista wyraża opinię, wedle której ciężar władzy spowoduje liberalizację poglądów księcia. Pozwoli to na zachowanie dotychczasowych reform i otworzy drogę w kierunku dalszej emancypacji kobiet.
Niewątpliwie książę Nayef bin Abdul-Aziz Al-Saud jest zupełnie innym człowiekiem niż jego przyrodni brat. Będzie też zupełnie innym władcą. Jego wieloletnie doświadczenie jako ministra spraw wewnętrznych, walka z Al-Kaidą odcisnęły na nim trwałe piętno. Przyszły monarcha jak ognia boi się demokratyzacji kraju i upadku obyczajów, co wskazuje na brak możliwości przeprowadzenia reform. Nie wyklucza to jednak pozostawienia obecnych, juz istniejących. Zachowanie statusu quo w kraju będzie głównym celem księcia w polityce wewnętrznej. Z jednej strony zaostrzenie prawa spowodowałoby wybuchy niezadowolenia, a te gasi się krwią demonstrantów. Z drugiej zaś, liberalizacja przepisów kłóciłaby się z poglądami przyszłego władcy. Drobne udogodnienia, bardziej symboliczne niż rzeczywiste, będą lepszym rozwiązaniem. Nowości takie jak dopuszczenie kobiet do pracy w sklepach z asortymentem wyłącznie dla pań, tj. z produktami do makijażu i z kobiecą bielizną zyskują rzesze zwolenniczek. Podobne pomysły, na wzór powyższych, wprowadzonych przez króla Abdullaha, pozwolą uniknąć księciu prawdziwych zmian, co wydaje się być jednym z jego priorytetów.
W polityce zagranicznej królestwa przyszły monarcha już teraz kreuje się jako zdecydowany, silny i pewny siebie. Wprowadzenie wojsk do Bahrajnu, pomoc dla Jemenu czy wyraźne akcentowanie wrogości wobec działań Iranu to budzące respekt posunięcia. Wyjątkowo napięta sytuacja na linii Rijad-Teheran to skutek podejrzeń wobec reżimu ajatollahów o zorganizowanie zamachu na saudyjskiego ambasadora w Waszyngtonie. Na początku listopada 2011 r. książę wykluczył jakikolwiek kompromis z Iranem i oświadczył: „Jesteśmy gotowi na każdy możliwy scenariusz”. Ta wypowiedź pokazuje, że książę Nayef absolutnie nie boi się państwa ajatollahów i zamierza stoczyć zaciętą walkę o pozycję w regionie. Już obecny król Abdullah bin Abdul-Aziz namawiał gorąco amerykańskiego prezydenta Baracka Obamę do „odcięcia głowy wężowi”. Przyszły monarcha posunął się o krok dalej, co wskazuje na silną determinację i zdecydowanie. Znany saudyjski publicysta i dziennikarz Hussein Shobokshi twierdzi, ze jedną z głównych cech księcia jest cierpliwość, jednakże następca tronu wcale nie musi chcieć z niej korzystać. Ostatnie zbrojenia Arabii Saudyjskiej umacniają Nayefa w poczuciu siły militarnej kraju. Ponad 200 tys. żołnierzy, w tym elitarna Gwardia Narodowa, tysiąc czołgów, trzy tysiące pojazdów opancerzonych – to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a wydatki Arabii Saudyjskiej na zbrojenia przekraczają rokrocznie 10% PKB królestwa. Nie bez znaczenia pozostaje też, wzrastający z roku na rok, poziom wyszkolenia oddziałów. Profesjonalizację armii saudyjskiej gwarantują specjaliści i instruktorzy ze Stanów Zjednoczonych.
Abdullah bin Abdul-Aziz Al-Saud, zanim zasiadł na tronie, od roku 1982 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych królestwa. W 1996 r. zaczął pełnić obowiązki samego władcy, zastępując ciężko chorego brata Fahda. Dyplomacja jest we krwi 87 letniego monarchy. Książę Nayef wyrastał w kulcie siły – od lat siedemdziesiątych wykonywał powinności ministra spraw wewnętrznych i walczył z Al-Kaidą oraz dbał o bezpieczeństwo i stabilność. Nie oznacza to, że nie potrafi negocjować. Jednakże nie pertraktacje będą jego najmocniejszą stroną. W przypadku obecnego władcy pierwsze skrzypce gra siła argumentu. Nikt nie wie czy przy okazji rządów Nayefa bin Abdul-Aziza nie będzie to argument siły.
Jakub Więckowski
Napisz do autora: jwieckowski@notabene.org.pl
Pustynny strateg
Przyszły monarcha posiada bardzo silną pozycję w regionie Półwyspu Arabskiego. Jego konserwatywne poglądy oraz priorytety w postaci bezpieczeństwa i stabilności monarchii znajdują odbicie w działaniach poza granicami kraju. Następca tronu niejednokrotnie wspomagał sąsiedni Jemen w walce z siłami Al-Kaidy. Również w obliczu Arabskiej Wiosny Narodów prezydent Republiki Jemenu Ali Abdullah Saleh mógł liczyć na wsparcie księcia, a po zamachu w Sanie, w czerwcu 2011 r. na rekonwalescencję w saudyjskim szpitalu.
Następca Abdullaha absolutnie nie sprzyja fali demokratyzacji, która przeszła przez kraje arabskie wiosną 2011 r. Nayef był jednym z tych, którzy gorąco popierali pomysł wysłania oddziałów do Bahrajnu, w obliczu protestów lokalnej opozycji żądającej demokratyzacji i równych praw dla szyitów. W marcu 2011 r., około 1000 saudyjskich żołnierzy, przekroczyło granicę Królestwa Bahrajnu, oficjalnie w celu ochrony obiektów strategicznych. W rzeczywistości posiłki z Rijadu miały ustabilizować sytuację i zapobiec upadkowi sunnickiej dynastii Al-Chalifa. Po tych wydarzeniach książę odwiedził stolicę kraju Manamę i oświadczył, że „bezpieczeństwo Bahrajnu będzie od tej pory integralne z bezpieczeństwem Królestwa Arabii Saudyjskiej”. Tym samym przyszły monarcha wyraźnie zaznaczył, że jeśli nastąpi taka konieczność, zza Zatoki Bahrajnskiej ponownie przybędą saudyjskie oddziały. Wojskowa operacja to jasny przekaz dla Teheranu. Reżim ajatollahów od dawna walczył z Rijadem o wpływy w regionie, w szczególności w krajach zamieszkanych przez duże grupy szyitów, takich jak Bahrajn czy Syria.
Również sztuka tzw. dyplomacji konferencyjnej nie jest obca następcy saudyjskiego tronu.
W grudniu 2010 r. w Kairze odbyło się spotkanie ministrów spraw wewnętrznych oraz ministrów sprawiedliwości państw Ligi Arabskiej. W wyniku konferencji podpisano 5 porozumień, których sformułowania pozwalają na poprawę bezpieczeństwa w regionie. Wszystkie postanowienia odnoszą się do zagrożenia terrorystycznego oraz przestępczości zorganizowanej i obejmują kwestie prania brudnych pieniędzy, finansowania terroryzmu, walki z cyberterroryzmem i ekstradycji więźniów. Książę Nayef był jednym z głównych autorów paktu, czym wzmocnił pozycję swojej osoby na forum międzynarodowym
oraz zaakcentował priorytety polityki Arabii Saudyjskiej w regionie.



