Przegląd Spraw Międzynarodowych

Polska szkoła (dyplomacji) na Litwie

Traktat między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, który sporządzony został w Wilnie 26 kwietnia 1994 roku zawiera dość typowe zapisy na temat przestrzegania praw mniejszości narodowych. Zapisy te jednak co pewien czas stają się powracającą kością niezgody w stale napiętych stosunkach polsko-litewskich. Stosunki te, choć przez wiele lat poprawne, a niejednokrotnie wręcz przyjazne na wysokim szczeblu, w konkretnych działaniach wciąż podszyte są polityczną ambicją i historycznym rewizjonizmem.

Nowa ustawa o oświacie

Obecną przyczyną zaognienia wzajemnych relacji stała się nowelizacja ustawy o oświacie, podpisana przez prezydent Dalię Grybauskaitė 30 marca 2011 roku. Przewiduje ona między innymi wprowadzenie we wszystkich finansowanych z budżetu szkołach mniejszości narodowych nauczania w języku litewskim geografii, historii oraz nowego przedmiotu, nazwanego podstawami wychowania patriotycznego, mającego przekazywać wiedzę o prawach i obowiązkach obywatela demokratycznego państwa. Ponadto od 2013 roku zostanie ujednolicony egzamin maturalny z języka litewskiego, który to do tej pory przeprowadzany był na różnych zasadach w szkołach litewskich i szkołach mniejszości. Zmiany te nie dotyczą rzecz jasna jedynie szkół nauczających w języku polskim, lecz wszystkich mniejszości, z których jednak polska jest oczywiście jedną z największych (według danych litewskich 3,2% uczniów na Litwie uczęszcza do szkół polskich, więcej, bo około 4%, do szkół rosyjskich). Przewiduje się także optymalizację organizacji sieci szkół na Litwie, poprzez łączenie placówek o małej liczbie uczniów. Szkoły polskie wciąż zachowają jednak uprzywilejowaną pozycję. Do utrzymania placówki wymaganych będzie 10 uczniów, zaś w przypadku innych mniejszości 15.

Zmiany, które trudno nazwać systemową rewolucją, wywołały już od początku nowego roku szkolnego burzliwe reakcje ze strony organizacji polskich na Litwie. Ich emanacją był przeprowadzony na początku września strajk części szkół polskich, zainicjowany przez Akcję Wyborczą Polaków na Litwie. Organizacja ta została powołana w latach 90. w celu reprezentacji obywateli polskiego pochodzenia. Według opinii protestujących ustawa narusza prawa Polaków jako zbiorowości do nauki w języku ojczystym. Przewodniczący AWPL Waldemar Tomaszewski mówi, że najlepszym wyjściem z sytuacji byłoby przywrócenie wcześniej obowiązującej ustawy o oświacie, która wszystkich zadowalała. Stanowisko organizatorów strajku niezmiennie wspiera polski MSZ, który w oficjalnym oświadczeniu stwierdza, iż „skutki wprowadzonych obecnie zmian prowadzą do stopniowego demontażu systemu szkolnictwa polskiej mniejszości, a tym samym, miast wzmacniać integrację i obywatelski udział mniejszości polskiej w życiu społeczeństwa litewskiego, prowadzić będą do przymusowej asymilacji”. Tak twardej opinii nie przedstawia sam premier Tusk, jednak wspiera on również postulaty mniejszości polskiej, czego dowodem była jego natychmiastowa wizyta na Litwie. Mimo to, wiele sił politycznych w Polsce kwestionuje zaangażowanie rządu w obronie interesów Polaków na Litwie i z chęcią zaostrzyłoby jeszcze politykę w stosunku do sąsiada.

Podczas gdy minister Sikorski podaje w wątpliwość przestrzeganie polsko-litewskiego traktatu, jego rosyjski odpowiednik Siergiej Ławrow ograniczył się do lakonicznego stwierdzenia, że „ustawa wzbudza niepokój w środowiskach nielitewskich, szczególnie polskich i rosyjskich, które obawiają się asymilacji”. Ta rozbieżność reakcji dobrze ukazuje podskórne napięcie w polityce na linii Warszawa – Wilno.

Polityka a rzeczywistość

Nasuwa się pytanie, co naprawdę stoi za litewskim pośpiechem w nowelizowaniu ustawy oraz za tak ostrą polską reakcją? Czy są one podyktowane tylko i wyłącznie chęcią ujednolicenia i usprawnienia systemu oświaty po stronie litewskiej i troską o uczniów polskich szkół po stronie polskiej? Może jednak są bardziej rozgrywką polityczną, kontynuacją ciągnących się od lat sporów, nie mającą wiele wspólnego z polepszaniem szans edukacyjnych młodych ludzi na Litwie? Jeżeli spokojnie przyjrzeć się poszczególnym budzącym kontrowersje zapisom ustawy, od razu można zauważyć, że sytuacja nie jest tak jednoznaczna jak zarysowuje ją zarówno jedna, jak i druga strona. Wprowadzenie nauczania nowych przedmiotów w języku litewskim, odrzucane automatycznie jako ograniczenie swobody szkół mniejszości, ma też swoje racjonalne podłoże. Z jednej strony nie można nie zgodzić się z faktem, że nauczanie w języku polskim jest ważnym elementem tradycji i kultywowania tożsamości i niełatwo z niego zrezygnować. Trudno też jednak nie przyznać racji władzom litewskim, że nauczanie chociażby geografii w języku kraju w którym uczniowie żyją i będą pracować nie jest pozbawione logiki i może być nawet pewnym ułatwieniem, a nie kłodą rzuconą pod nogi polskiej mniejszości. Podobnie rzecz ma się z historią Litwy. Słuszne wydaje się stanowisko władz litewskich, które twierdzą, że wdrażają jedynie typowe standardy europejskie. Przedmioty, których jedynym zadaniem jest przekazywanie wiedzy merytorycznej, niepowiązanej z kwestiami językowymi czy kulturowymi, będą dalej wykładane w językach narodowych. Co do prób łączenia nieefektywnych z punktu widzenia władz litewskich szkół, również nie sposób odmówić Litwinom prawa do kierowania się rachunkiem ekonomicznym w placówkach dotowanych przez państwo. Strona polska może odbierać to jako brak dobrej woli, ale Litwa jako suwerenne państwo ma do tego pełne prawo zważywszy, że dalej wypełnia zobowiązanie zapewnienia nauki w języku polskim dla mniejszości, a nowa ustawa może jedynie utrudnić korzystanie z tej możliwości. Zmiana na gorsze dla mniejszości polskiej? Tak. Podstawa do wyrażenia niezadowolenia i dyskusji? Również. Argument do oskarżania Litwy o nierespektowanie traktatów, paranoję i kompleksy? Z całą pewnością nie. Konieczność ujednolicenia egzaminu maturalnego z języka litewskiego ustawodawcy uzasadniają z kolei chęcią polepszenia szans młodych Polaków w konkurencji z ich litewskimi rówieśnikami, jako że do tej pory program nauczania np. w zakresie literatury litewskiej, miał w polskich szkołach węższy zakres niż w placówkach litewskich. O ile argument ten wydaje się mało przekonujący, to trudno podać powód, dla którego Polacy mieliby domagać się litewskiego certyfikatu maturalnego na innych zasadach niż inni obywatele Litwy, jak miało to miejsce dotychczas.

Źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Okazja, by pomachać szabelką

Wszystkie punkty reformy można w pewien sposób uzasadnić z punktu widzenia interesu państwa litewskiego. Czy jednak są one konieczne i czy warto dla tych zmian zaogniać stosunki pomiędzy Polską a Litwą, co rząd litewski musiał rzecz jasna brać pod uwagę? Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to działanie w jakiejś mierze celowe. Nie samo przeprowadzenie reformy oświatowej jest bowiem problemem, lecz sposób jej opracowywania i wdrożenia, wbrew notom dyplomatycznym i sprzeciwom Polski. Być może zmiany w edukacji są Litwie potrzebne i Polska nie ma najmniejszego prawa w nie ingerować. Z pewnością jednak wpływ środowisk polskich na konkretne rozwiązania zawarte w ustawie byłby nieporównywalnie większy, gdyby nie wspomniane napięcie pomiędzy krajami, obecnie wcale już nie skrywane. Wina zaś za te napięte stosunki leży od lat po obu stronach. Jeżeli więc wielu uczniów szkół polskich będzie miało problemy ze zdaniem matury z języka litewskiego w 2013 roku, gdyż nie zdążą nadrobić różnicy programowej, będzie to zarówno wina rządu litewskiego, jak i polskiego. Gdyby współpraca pomiędzy krajami układała się lepiej, nie trudno wyobrazić sobie, że konsultacje doprowadziłyby na przykład do odroczenia terminu zmian maturalnych o kilka lat, co pozwoliłoby na ich bezbolesne dla uczniów wdrożenie.

Co doprowadziło do sytuacji, w której przesuwanie między sobą odpowiedzialności stało się ważniejsze od rozwiązywania doraźnych problemów? Można by oczywiście przytaczać przedwojenne animozje z roku 1920,  czy polski rewizjonizm i tzw. politykę jagiellońską. Są to kwestie, które funkcjonują w świadomości obu stron, jednakże bardziej jako emocjonalna pożywka dla współczesnych problemów, a nie sporne kwestie same w sobie. Od lat podnoszone przez Polskę są sprawy pisowni polskich nazwisk w formie narodowej czy dwujęzycznych nazw ulic oraz zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie. Z drugiej strony Litwa wskazuje na dramatyczną sytuację mniejszości litewskiej w Polsce, twierdząc że litewska edukacja w naszym kraju pogarsza się z roku na rok, a w ostatnim dziesięcioleciu zamknięta została połowa placówek nauczających w języku litewskim z racji braku jakiegokolwiek wsparcia ze strony polskiej. Trudno jednak utrzymywać, że problemy te stanowią nieprzekraczalną barierę w stosunkach dwustronnych. Często można odnieść wrażenie, że są jedynie uaktywniane w celu zaognienia relacji w ramach zmieniających się warunków politycznych. Gdy polityka Polska była nastawiona konfrontacyjnie wobec Rosji, Litwa była przedstawiana jako ważny sojusznik, gdy nasze relacje na wschodzie uległy poprawie, powróciły wyżej wymienione kwestie. Konflikty z Litwą poruszają wielu ludzi i na wojowniczej postawie można zbić pokaźny kapitał polityczny. Sytuacja szkolnictwa polskiego w żadnym innym kraju nie ma takiego odbicia w przekazach medialnych. Podobnie jest na Litwie.  Trudno też wyobrazić sobie,  że polska mniejszość na Litwie nie ma poważniejszych problemów niż język na tablicach z nazwami ulic. Jest to kwestia istotna, która wymaga spokojnej dyskusji i ustalenia wspólnego stanowiska, ale nie może być czynnikiem antagonizującym i tworzącym sztuczne poczucie separacji Polaków w ramach społeczeństwa litewskiego, na czym zdaje się zależeć wielu politykom, zarówno polskim jak i litewskim.

Co dalej?

Jak zatem wyjść z tego zamkniętego cyklu wzajemnych oskarżeń? Wydaje się, że jedyną możliwością jest ustąpienie jednej ze stron, wykonanie gestu dobrej woli. Kłopot w tym, że obie strony upierają się, iż wykonały niezliczoną ilość takich gestów, które nie są odwzajemniane. Trudno też spodziewać się, że uda się powstrzymać medialną nagonkę po którejkolwiek ze stron. Co więcej, trudno oczekiwać aby w imię dobrych stosunków Polska albo Litwa zrezygnowały ze wspierania swoich mniejszości. Twardo podkreślił to premier Tusk, podczas zorganizowanej w trybie ekspresowym wizyty na Litwie, mówiąc że stosunki  między Litwą a Polską będą tak dobre, jak stosunki z polską mniejszością. Pewną nadzieję dawało jednak powołanie polsko-litewskiego zespołu do spraw edukacji. Gdyby jego prace miały charakter ponadpolityczny i merytoryczny, to jego powołanie mogłoby zapoczątkować nową jakość w sposobie rozwiązywania sporów dwustronnych. Tak się jednak nie stało. Strona polska jest niezadowolona z przebiegu rozmów, pomimo łaskawej oferty aby zwiększyć finansowanie dla szkół mniejszości w Polsce. Sam premier Donald Tusk po ostatnim, piątym spotkaniu oficjalnie zakwestionował dobrą wolę Litwy w tej kwestii. Zespół stworzył nie zawierający żadnych konkretów komunikat końcowy i każdy udał się w swoją stronę, pozostawiając sprawy Polaków na Litwie swojemu biegowi. Była to dobra szansa na wypracowanie kompromisu, jednakże żadna ze stron nie podniosła jej, gdyż nie zaistniała ku temu wola polityczna. Sprawa w mediach przycichła w ostatnich miesiącach i spokojnie czeka na moment, gdy znowu będzie potrzebna.

Krzysztof Kotlarski

Napisz do autora: kkotlarski@notabene.org.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Facebook