
Na ostatnim przedwyborczym posiedzeniu Sejm RP uchwalił ustawę o współpracy rozwojowej. Jeżeli Prezydent zdecyduje się ją podpisać, zakończy się wieloletni proces tworzenia ram instytucjonalno-prawnych w tym zakresie. Zanim zaczniemy celebrować sukces, należałoby zastanowić się jak do tej pory wyglądał polski system świadczenia pomocy zagranicznej.
Globalne problemy
Marcowe tsunami w Japonii, Arabska Wiosna w Libii, wojna w Iraku i Afganistanie. Jak mogłoby zabraknąć tam tysięcy niosących pomoc Polaków? Bezzwłocznie lądują w niemal każdym zakątku świata. W globalnym zestawieniu wkład polskiej pomocy humanitarnej to niespełna 1% (według UN Financial Tracking System). Nie powinniśmy jednak bagatelizować jej znaczenia. Tuż po ubiegłorocznym trzęsieniu ziemi, na Haiti nasz kraj wysłał 54 ratowników. Oprócz przeszukiwania gruzów zajmowali się udzielaniem pomocy ambulatoryjnej. Do akcji włączyły się także organizacje pozarządowe. Dzięki Polskiej Akcji Humanitarnej zbudowano dwa centra dla dzieci osieroconych w wyniku trzęsienia ziemi. Życie powoli wraca do normy.
Wsparcie podczas klęsk humanitarnych to jednak tylko kropla w morzu globalnych potrzeb. Katastrofy naturalne i wojny domowe, paradoksalnie nie stanowią największego problemu. Tymczasowe w swej istocie, cyklicznie pojawiają się od niepamiętnych czasów. Prawdziwe wyzwanie stanowi niedorozwój krajów tzw. Południa. Tam sytuacja kryzysowa to codzienność. Przytłaczająca część mieszkańców nie ma dostępu do podstawowej opieki zdrowotnej oraz edukacji. PKB na osobę nie przekracza 500 dolarów, a często nie osiąga nawet tego poziomu. Podstawą gospodarek większości tych państw jest rolnictwo i eksport surowców. Nie ma tu mowy o zaawansowanych technologiach. Liczy się walka o przetrwanie. Wejście na drogę rozwoju bez wsparcia z zewnątrz jest niemal niemożliwe.
Recepta na rozwój
Idea wsparcia państw rozwijających się pojawiła się już w latach 50. XX wieku. Początkowo była jedynie jednym z narzędzi zimnowojennej rywalizacji. Z czasem jednak zauważono, że problemy Południa w znacznym stopniu odciskają swoje piętno na reszcie świata. Dramatyczna sytuacja gospodarcza jest jedną z głównych przyczyn konfliktów. Destabilizacja strategicznych regionów (zasobnych w surowce i ważnych z militarnego punktu widzenia) oraz napływające rzesze uchodźców stanowiły poważny problem dla światowych mocarstw. Jedynym rozwiązaniem było wyciągnięcie pomocnej dłoni. Altruizm zrodził się z egoizmu.
Dzisiaj tzw. pomoc rozwojowa to dość dobrze ukształtowany system współpracy państw i instytucji międzynarodowych oraz organizacji pozarządowych. Jego celem jest przerwanie zaklętego kręgu ubóstwa oraz zatarcie różnic cywilizacyjnych. Charakter realizowanych programów to wypadkowa lokalnych uwarunkowań i potrzeb oraz zachodniej recepty na rozwój gospodarczy. W założeniu, wszelkie podejmowane działania podporządkowane są realizacji tzw. Milenijnych Celów Rozwoju. Jednakże już dziś wiadomo, że nie zostaną one osiągnięte w zakładanym terminie (do 2015 roku). Strumień przeznaczanych środków jest niewystarczający, a w dobie globalnego kryzysu podlega nieustannym ograniczeniom. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że udzielanie wsparcia bardzo często traktowane jest jedynie jako swoisty wyznacznik prestiżu. Przy minimalnych nakładach finansowych, darczyńca buduje wizerunek państwa, które stać na wspomaganie potrzebujących. Jakość i efektywność mają w tym wypadku znaczenie drugorzędne.
System w budowie
Historia polskiej pomocy dla państw rozwijających się nie jest długa. Do niedawna sami jej potrzebowaliśmy. Od 1998 roku udzielamy jej innym. Wydawać by się mogło, że wynika to z poczucia moralnego obowiązku oraz chęci odwdzięczenia się za otrzymywane niegdyś wsparcie. Przyczyny są jednak bardziej prozaiczne. Dołączając w 1996 roku do grona państw rozwiniętych (członkowstwo w OECD), a w 2004 roku do Unii Europejskiej
oraz podpisując Deklarację Milenijną Narodów Zjednoczonych przyjęliśmy na siebie pewne zobowiązania wobec uboższej części świata. Od tego momentu jesteśmy zobligowani do przeznaczania na pomoc ściśle określoną ilość środków (w ramach UE 0,17% PKB rocznie), a prowadzona przez nasz kraj polityka podporządkowana jest światowym oraz europejskim wytycznym.
Wydatkowanie środków przeznaczanych na wsparcie rozwojowe następuje według określonego podziału. Zgodnie z postanowieniami Strategii polskiej współpracy na rzecz rozwoju, Polska Oficjalna Pomoc Rozwojowa (ODA) składa się z dwóch filarów. Pierwszy z nich przyjmuje formę współpracy wielostronnej, na którą przeznaczana jest większa część funduszy (składka do budżetu UE oraz wpłaty do innych instytucji międzynarodowych). Drugi filar to pomoc dwustronna, koordynowana bezpośrednio przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pieniądze z tej puli przeznaczane są głównie na dofinansowanie projektów, które realizowane są przez organizacje pozarządowe i organy administracji publicznej.
Krajowy system regulacji w zakresie świadczenia pomocy zagranicznej, mimo kilkunastoletniego stażu, nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. Ustawa o współpracy rozwojowej została uchwalona dopiero 16 września br. i czeka teraz na podpis prezydenta. Nie powinniśmy jednak spodziewać się żadnej rewolucji. Ewentualne wejście nowych przepisów w życie usankcjonuje obowiązujący dotychczas porządek. Niemniej jednak nie należy bagatelizować ich znaczenia. Brak odpowiednich regulacji, które dotyczą sposobu świadczenia pomocy w oczywisty sposób obniża jej skuteczność. Widać to choćby na przykładzie podziału środków przeznaczanych na pomoc dwustronną. Większość z nich powinna trafiać do tzw. 7 krajów priorytetowych (m. in. Białoruś, Ukraina, Autonomia Palestyńska i Afganistan). Jednakże niedoprecyzowanie przepisów sprawia, że są one często rozdzielane niezależnie od przyjętej przez nasz kraj strategii. Wejście w życie ustawy będzie z pewnością krokiem w dobrą stronę. Dokładne określenie kompetencji poszczególnych organów oraz obowiązujących procedur, pomogłoby uniknąć podobnych kłopotów w przyszłości.
Ruch obywatelski
Podczas gdy instytucje państwowe dopiero uczą się jak powinna wyglądać współpraca rozwojowa, polskie organizacje pozarządowe są w tej tematyce ekspertami. Najstarsze z nich istnieją nieprzerwanie od połowy lat 90. (m. in. Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, Polska Akcja Humanitarna). Ich działalność początkowo obejmowała jedynie obszar Europy Środkowo-Wschodniej. Wykorzystując wzorce zaczerpnięte z Zachodu oraz doświadczenia transformacji ustrojowo-gospodarczej, Polacy dostarczali wsparcie materialne dla najubożej warstwy mieszkańców i uczyli jak należy budować społeczeństwo obywatelskie. Kiedy nie było specjalistów, liczyła się tylko chęć niesienia pomocy.
Dziś polskie NGO’sy (non-government organizations) możemy spotkać na wszystkich kontynentach. Ich działalność dotyczy niemal każdej dziedziny życia (m. in. elektryfikacja ośrodków zdrowia, edukacja i aktywizacja zawodowa czy rozwój produkcji mlecznej obszarów wiejskich). Program każdego przedsięwzięcia opracowywany jest w oparciu o specyfikę danego regionu. Tylko w ten sposób można odpowiednio dopasować je do lokalnych potrzeb. Jak mówi Aleksandra Gutowska, w przypadku projektów Fundacji Kultury Świata (m. in. Kambodża, Kamerun), to miejscowa ludność sama wychodziła z inicjatywą ich realizacji. Dzięki temu mieszkańcy nie tylko przychylnie patrzyli na pracowników organizacji pozarządowych, ale w pełni angażowali się w prowadzone działania. Partycypacja społeczności lokalnej to podstawa. Ludzie czują się odpowiedzialni za swój los i uczą się jak zapobiegać sytuacjom kryzysowym w przyszłości. Liczy się nie tylko rozwiązanie danego problemu, ale zdobycie wiary we własne możliwości.
Wszystkie ręce na pokład
Szybki przesył informacji sprawia, że wydarzenia z najodleglejszych zakątków globu możemy śledzić na bieżąco. Świat stał się globalną wioską. Ludzkie nieszczęście jest jakby bliżej. Dzisiaj pomagać może każdy, a w morzu problemów, cenna jest każda para rąk.
W Polsce najdłuższą tradycję w zakresie udzielania wsparcia mają placówki misyjne. Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata MAITRI istnieje nieprzerwanie od 1975r. Swoją działalność rozpoczynał wysyłają paczki z darami rzeczowymi do Kalkuty. Obecnie zajmuje się pomocą sierotom i najuboższym dzieciom w Ameryce Łacińskiej i Afryce. Często we współpracę rozwojową angażują się także zwykli obywatele poruszeni losem potrzebujących. Polscy artyści (m. in. Mietek Szcześniak, Beata Kozidrak, Stanisław Sojka), w odpowiedzi na tegoroczną klęskę głodu w Rogu Afryki, nagrali utwór pt. „Mama Afryka”. W ten sposób wyrazili wsparcie dla akcji humanitarnej prowadzonej w Somalii. Na całym świecie dużą popularnością cieszy się także instytucja Ambasadora Dobrej Woli UNICEF. W naszym kraju są nimi m. in. Małgorzata Foremniak, Artur Żmijewski i Magdalena Różczka. Ich działalność polega na promowaniu akcji prowadzonych przez Fundusz i zapewnieniu im szerokiego poparcia wśród społeczeństw całego świata.
Z roku na rok, coraz większe zainteresowanie zdobywa instytucja wolontariatu. Bezinteresownego wsparcia najchętniej udzielają ludzie młodzi. Ciekawi świata i wrażliwi na ludzką krzywdę całkowicie oddają się pomocy innym. Brak zobowiązań ułatwia tylko podjęcie decyzji o wyjeździe. Mimo tego, że w krajach Trzeciego Świata rzeczywistość jest mało przewidywalna, na taki scenariusz decydują się także świeżo upieczeni absolwenci szkół wyższych. Perspektywę kariery zamieniają na surowe warunki państw Południa. Dla nich wyścig szczurów kończy się tam gdzie ludzie walczą o przetrwanie. Jak mówi pani Aleksandra Gutowska, Afryka zmieniła jej życie. Teraz czuje się spełniona realizując wartościowe i pożyteczne projekty.
Rachunek zysków
„Wystarczy zatrzymać się gdzieś w wiosce, w miasteczku, a nawet po prostu w polu – od razu pojawi się gromada dzieci. Wszystkie nieopisanie oberwane. Koszuliny, porcięta w nieprawdopodobnych strzępach.(…) A jednak to, o co proszą, nie jest prośbą o chleb czy owoc, nie jest nawet prośbą o pieniądze. Proszą o ołówek. Ołówek kulkowy, cena 10 centów. Tak, ale skąd wziąć dziesięć centów? A oni wszyscy chcieliby chodzić do szkoły, chcieliby się uczyć.”
Ryszard Kapuściński – Heban
Polska działalność rozwojowa liczy niespełna 15 lat. Mimo upływu czasu, brak nam długofalowej wizji, a system jest nadal niespójny. Ilość środków przeznaczanych na pomoc jest niewystarczająca. Nadzieję daje fakt że mimo niedołężności systemu Polacy chcą pomagać. Jak pokazują badania przeprowadzone dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych przez TNS OBOP, około 80% Polaków uważa, że nasz kraj powinien wspomagać rozwój krajów Południa. Połowa respondentów wskazuje że niesienie pomocy to nasz moralny obowiązek. Akcje dla potrzebujących nabierają rozgłosu i zdobywają coraz więcej uczestników. Za sprawą mediów dziś chyba większość z nas wie kim jest Janina Ochojska i jej Polska Akcja Humanitarna. Ludzie chcę być potrzebni. Dzieci rysują swoich rówieśników z Afryki, a młodzież wyjeżdża na misje do Sudanu. W naszej empatii jest potencjał.
Decydując się na współpracę rozwojową musimy przeprowadzić rachunek. Rachunek zysków, bo nie ma w nim strat. Wsparcie dla krajów rozwijających się to nie czysty altruizm. Każdy ma w tym jakiś cel. Państwo realizuje swoje interesy narodowe. Zapobiega wybuchom konfliktów, buduje swój pozytywny wizerunek, rozwija współpracę gospodarczą. Zwykli ludzie odbywają duchową podróż. Pomagając innym szukają siebie. Wyciągając pomocną dłoń nic nie tracimy. Niewielkim nakładem kosztów możemy uczynić świat piękniejszym. Kupując kulkowy ołówek skorzystamy sami.
Katarzyna Czupa
Napisz do autorki: kczupa@notabene.org.pl



