Przegląd Spraw Międzynarodowych

Kiedy pętla się zacieśnia

Skutki Arabskiej Wiosny Ludów i związana z nimi zmiana sytuacji politycznej w Egipcie spowodowała rozpoczęcie nowego rozdziału w stosunkach Kairu z Jerozolimą. Bezpieczeństwo Izraela, polegającego dotąd na obopólnej współpracy z reżimem Hosniego Mubaraka, stanęło pod znakiem zapytania, a izraelscy politycy coraz bardziej podejrzliwe spoglądają w stronę Kanału Sueskiego. Chłodne i napięte relacje są spowodowane niejasnymi posunięciami nowych władz egipskich oraz rosnącymi obawami Jerozolimy.

Przebudzenie

Rewolucja w Egipcie była spowodowana podobnymi przesłankami co wydarzenia z grudnia i stycznia na terenie Tunezji. Powody miały charakter zarówno polityczny, jak i ekonomiczny. Do politycznych można zaliczyć: restrykcyjny, dyktatorski reżim władzy prezydenta Hosniego Mubaraka, trwający od 1981 r. stan wyjątkowy umożliwiający służbom bezpieczeństwa aresztowania i więzienie bez wyroku sądowego przez dłuższy okres, rewizje bez nakazu sądowego, a także ograniczanie swobód obywatelskich. Natomiast do ekonomicznych przyczyn rewolucji można włączyć fiasko działań rządu w walce z bezrobociem sięgającym ok. 9.6 % oraz stale wzrastające ceny artykułów żywnościowych. Żywność podrożała o ok. 20% w 2010 r. w stosunku do roku 2009 i, pomimo olbrzymich sum pieniędzy rzędu ok. 7% PKB inwestowanych przez rząd egipski, nie udało się zatrzymać zwyżek cen. Spowodowało to załamanie się „polityki taniego chleba” która miała zapewniać stabilizację wewnętrzną w Egipcie. Powyższe czynniki oraz nakręcająca się od grudnia 2010 r. spirala antyrządowych manifestacji i rewolucji w Tunezji spowodowała, że począwszy od 17 stycznia miały miejsce akty samospaleń na terenie całego kraju. 25 stycznia, uznanego za „Dzień Gniewu” odbyły się pierwsze masowe demonstracje na Placu Wolności (arab. Midan Tahrir) w Kairze. Zorganizowane przez „Ruch 6 kwietnia” manifestacje nie odbyłyby się gdyby nie komunikacja młodych ludzi za pomocą portali społecznościowych takich jak Facebook i Twitter. Stałe protesty Egipcjan na „Midan Tahrir” trwały kilkanaście dni. Domagano się ustąpienia 82-letniego dyktatora i postulowano podwyżki płac. Szacuje się, że w ówczesnych protestach, w samej stolicy wzięło udział ok. miliona osób, a w całym kraju ok. 2-3 mln. Ostatecznie 4 lutego do dymisji podało się biuro wykonawcze partii NDP (Partii Narodowo-Demokratycznej, będącej zapleczem politycznym  dyktatora). Dokładnie tydzień później, 11 lutego, wiceprezydent Omar Sulejman, szef egipskiej służby wywiadowczej ogłosił, że prezydent Hosni Mubarak ustąpił ze stanowiska i odleciał do Sharm el-Sheikh. W Egipcie władzę przejęła Najwyższa Rada Sił Zbrojnych, której przewodniczy marszałek i minister obrony narodowej Mohammed Hussein Tantawi.

Egipt na politycznych rozstajach

Reakcje środowiska międzynarodowego na wydarzenia w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie były, w większości wypadków, pozytywne. Zarówno państwa europejskie, Stany Zjednoczone jak i Izrael wyrażały się z aprobatą o dążeniach młodych ludzi do liberalizacji dyktatorskich reżimów. Benjamin Netanjahu od początku trwania rewolucji pochlebnie i z zaufaniem wyrażał się o przemianach mających miejsce w Egipcie: „Egipt, który jest przywiązany do wartości demokratycznych, nigdy nie będzie zagrożeniem dla pokoju (…)wszyscy chcemy zobaczyć sukces wolności i demokracji w świecie arabskim. Nie chcemy zobaczyć świata arabskiego, zawłaszczonego przez jeszcze większy despotyzm.” Jednakże nie ulega najmniejszej wątpliwości, że to właśnie Jerozolima znalazła się w istotnie trudnej sytuacji. Arabska Wiosna Ludów zatrzęsła posadami dawno już uporządkowanego świata arabskiego, świata w którym polityczne status quo trwało od kilkudziesięciu lat. Rewolucja w Egipcie oraz odejście Hosniego Mubaraka, znanego sprzymierzeńca Stanów Zjednoczonych oraz Izraela, stanowi dla Zachodu niełatwy orzech do zgryzienia. Niebezpieczeństwo zmian na egipskiej scenie politycznej w postaci dojścia do władzy popularnego Bractwa Muzułmańskiego spotyka się z silnymi obawami zarówno Waszyngtonu, jak i Jerozolimy. Ta islamska organizacja, wcześniej zdelegalizowana przez Hosniego Mubaraka, ma poparcie ok. 20-30% społeczeństwa. Prowadzi akcje charytatywne i zawsze stała w opozycji do prezydenta. Ponadto, posiada całkowite poparcie ze strony fundamentalistów muzułmańskich. Na początku lutego ajatollah Seyyed Ahmad Chatami ogłosił, że „oto nadchodzi islamski Bliski Wschód”, a 214 członków Medżlisu, czyli irańskiego parlamentu, podpisało dokument, w którym zawarto wyrazy poparcia dla demonstracji w Egipcie. Odezwa, między innymi, potępiała „niektóre kraje Zachodu i reżim syjonistyczny” za działanie mające na celu „oderwanie powstania od wartości islamskich”.

Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa nie ukrywa, że na chaosie skorzystają islamskie ugrupowania ekstremistyczne, wśród których podstawowym założeniem jest wrogość wobec Izraela. Inaczej sytuację widzi prof. Janusz Danecki, arabista z Uniwersytetu Warszawskiego. Według tego specjalisty fundamentalistyczne ugrupowania, będące w świetle pytania redaktora Andrzeja Godlewskiego „przeciwnikami zachodnich demokracji”, nie zdobędą poparcia większości obywateli. Powodem jest tutaj fakt realnego braku poparcia społeczeństwa egipskiego dla islamizmu. Profesor Danecki, zwraca uwagę na to, że na ulicach Kairu nie padały hasła islamistyczne, czy też hasła nawiązujące do ustanowienia religii jednym z najważniejszych elementów struktury politycznej. Egipcjanie dopuszczają obecność religii w życiu publicznym, ale na ściśle kontrolowanych warunkach. Zdanie polskiego arabisty zdają się potwierdzać naoczne relacje z placu Tahrir polskich i zagranicznych dziennikarzy, którzy zwrócili uwagę na brak jakichkolwiek antyizraelskich i antysemickich haseł. Powyższe wypowiedzi i informacje stoją jednak w sprzeczności z danymi sondażu Pew Research Center, według którego ok. 54% Egipcjan domaga się zerwania traktatu pokojowego z Izraelem. Analiza danych respondentów pozwoliła ustalić, że wśród zwolenników anulowania traktatu dominują sympatycy fundamentalistów oraz osoby o podstawowym wykształceniu i niskim statusie materialnym. Chłodne stosunki Izraela z Egiptem oznaczałyby przemieszczenie części sił izraelskich skupionych na granicach z Libanem i Syrią na południowy zachód, w okolice Półwyspu Synaj. Spowodowałoby to znaczne osłabienie skuteczności ewentualnej reakcji sił izraelskich na północy kraju. Egipt umożliwiłby również dostarczenie bardziej wyrafinowanej i zaawansowanej technologicznie broni do Strefy Gazy. Ponadto, nie przeciwdziałałby budowie podziemnych tuneli, za pomocą których bojownicy Hamasu kontaktują się ze światem pomimo izraelskiego kordonu bezpieczeństwa. Generał Giora Eland, były przewodniczący Narodowej Rady Obrony z siedzibą w Jerozolimie, uważa, że jeśli do władzy w Egipcie dojdą islamiści, doprowadzą oni do mentalnego i materialnego wzmocnienia Hamasu. W niedługim czasie potem to  fundamentalistyczne ugrupowanie mogłoby doprowadzić do upadku Fatahu i Mahmuda Abbasa, prezydenta Autonomii Palestyńskiej, jednego z nielicznych polityków palestyńskich, skłonnego prowadzić negocjacje z Izraelem.

Czarne chmury nad Jerozolimą

Pomimo deklaracji poparcia premiera Benjamina Netanjahu dla rewolucji w Egipcie, minister spraw zagranicznych Izraela Avigdor Liberman sformułował bardzo otrzeźwiające oświadczenie, w mniejszym stopniu przesycone dyplomatycznymi sformułowaniami: „Oczekujemy, ze nasi sąsiedzi będą respektować wszystkie umowy, które podpisaliśmy z nimi w przeszłości i mamy głęboką nadzieję ujrzeć stabilność i bezpieczeństwo w krajach ogarniętych niepokojem tak szybko jak to tylko możliwe”. W powyższym cytacie izraelski polityk miał na myśli 13 umów i traktów bilateralnych zawartych pomiędzy Izraelem a Egiptem w latach od 1979 r. do obecnego 2011 r. Avigdor Liberman w swojej wypowiedzi  przekazał jedną, niezwykle istotną informację. Wyraźny, choć nie wypowiedziany wprost komunikat izraelskiego ministra spraw zagranicznych, dotyczy poszanowania pierwszego izraelsko-egipskiego traktatu o pokoju z 26 marca 1979 r. Od tamtego czasu Izrael cenił sobie współpracę z Egiptem w ramach wymiany informacji wywiadowczych i koordynacji działań wobec rządzącego Strefą Gazy Hamasu. Ponadto, po oziębieniu stosunków izraelsko-tureckich, związanym z incydentem na jednym ze statków Flotylli Wolności w maju 2010 r. Egipt stał się najbliższym sojusznikiem Izraela w regionie. Rząd Benjamina Netanjahu został czasowo uspokojony zapewnieniem Najwyższej Rady Sił Zbrojnych Egiptu o poszanowaniu traktatu z 1979 roku. Powyższa deklaracja była jednak jednym z nielicznych pokojowych kroków wobec Izraela  po wydarzeniach z lutego 2011 r.

Już w trakcie rewolucji na terenie Egiptu, egipskie oddziały wojskowe wkroczyły na Półwysep Synaj, który wedle traktatu pokojowego z 1979 r. jest strefą zdemilitaryzowaną. Egipt może tam utrzymywać jedynie niewielkie oddziały wojskowe i to w zachodniej części półwyspu, podzielonego na cztery strefy. Zgodnie z traktatem oddziały egipskie mogą przebywać jedynie w strefach A i B. Instalacje wojskowe budowane w strefie B mogą być wyłącznie na nadbrzeżu, natomiast  w rejonie strefy C stacjonuje kontyngent sił pokojowych Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dokładnie na przełomie stycznia i lutego, jeszcze przed ustąpieniem Hosniego Mubaraka, armia egipska, za zgodą Izraela, umieściła na terenie półwyspu dodatkowych 800 żołnierzy. Zadaniem oddziału było zabezpieczenie terenu na wypadku ewentualnych protestów. Dodatkowe siły egipskie do tej pory nie zostały usunięte. Władze izraelskie początkowo aprobowały obecność oddziałów egipskich na granicy, ponieważ obawiano się destabilizacji na terenach przygranicznych oraz zwiększonego przemytu broni do Strefy Gazy. Pomimo  ugruntowania się nowej władzy i uspokojenia sytuacji, w Kairze w dalszym ciągu nie został wydany rozkaz wycofania oddziałów z Półwyspu Synaj. Budzi to znaczne zaniepokojenie Jerozolimy.

Kwestią następną, jeszcze bardzie niepokojącą rząd Benjamina Netanjahu było wydarzenie, nie mające wcześniej miejsca, a związane z przepuszczeniem przez Kanał Sueski irańskich okrętów wojskowych. Był to manewr ostrzegawczy. Reżim ajatollahów, wspólnie z Syrią, rządzoną przez prezydenta Al-Assada, stanowią śmiertelnie niebezpieczną spółkę, z uwagi na swoje poglądy w kwestii Izraela (nie tylko nieuznawanie tego państwa ale też nieukrywanie swoich wrogich zamiarów ). Jeszcze półtora roku temu to Izrael wysłał przez Kanał Sueski okręt podwodny, żeby zademonstrować mobilność swoich sił, nie tylko lotniczych. Obecnie stan rzeczy uległ całkowitej przemianie. Niespełna kilka miesięcy temu okręty irańskie popłynęły do portów syryjskich i z powrotem, żeby pokazać, że nie tylko Izrael może niezwykle szybko przedostać się z Morza Śródziemnego na wody Zatoki Perskiej. Strategiczny sojusz Egiptu z Iranem i Syrią byłby katastrofą dla Jerozolimy, która musiałaby rozdzielić swoje siły na granicach i realnie obawiać się wojny konwencjonalnej z oddziałami egipskimi. Armia egipska liczy ok. 500 tys. żołnierzy i jest 10 pod względem wielkości armią na świecie. Każdego roku wiek 18 lat, umożliwiający bycie powołanym do wojska, osiąga tam ok. 780 tys. mężczyzn, a wydatki na zbrojenia w 2009 r. były równe
2.3 % PKB.  W porównaniu do Izraela, który w tym samym roku wydał równowartość ok. 7%  swojego PKB, to prawie trzy razy mniej, chociaż warto zwrócić uwagę, że PKB Egiptu w 2009 r. wyniosło 473.4 mln USD, podczas gdy PKB w Izraelu było równe 209.8 mln USD.

Wyjątkową czujność i podejrzliwość Jerozolimy wzmógł powrót do Egiptu duchowego przywódcy Bractwa Muzułmańskiego. Szejk Jusuf Al-Karadawi, który cieszy się dużym autorytetem wśród tamtejszych muzułmanów, w pewnej chwili publicznie wezwał do odzyskania Jerozolimy z rąk Żydów. Obecność podobnych, fundamentalistycznych przywódców jest jawnym niebezpieczeństwem dla Izraela, który ma już doświadczenia z Iranem, gdzie rządy sprawował najpierw ajatollah Chomeini, a obecnie ajatollah Ali Chamenei.

Pozostaje jeszcze kwestia palestyńska, która od początku istnienia państwa Izrael jest solą w oku kolejnych rządów w Jerozolimie. 23 marca 2011 r. ówczesny minister spraw zagranicznych Egiptu Nabil Al-Araby oświadczył, że „Izrael powinien zachować powściągliwość i nie spieszyć się z operacjami wojskowymi w Strefie Gazy”. Wypowiedź szefa egipskiej dyplomacji nawiązuje do izraelskiej operacji z przełomu 2008 i 2009 r. o kryptonimie Płynny Ołów”, której celem była eliminacja struktur Hamasu w Strefie Gazy. Szef egipskiej dyplomacji przestrzegł Izrael przed podobnymi wydarzeniami jak pacyfikacja Strefy Gazy, podczas której zginęło ok. 1400 Palestyńczyków oraz zaznaczył, że rząd w Kairze potępia przemoc przeciwko cywilom. Premier Benjamin Netanjahu tego samego dnia ogłosił następujące oświadczenie: „Oni (zbrojne ugrupowania palestyńskie – przyp. aut.) próbują sprawdzać naszą wolę i determinację i przekonają się, że ten rząd, armia i naród izraelski mają żelazną wolę, by bronić swojego kraju”. Swoją wypowiedzią premier Izraela dowiódł, że nie boi się nie tylko Hamasu, ale również nowego Egiptu.

Zacieśniająca się pętla

Egipt to, obok Jordańskiego Królestwa Haszymidzkiego, jedyne państwo należące do arabskiego kręgu kulturowego, które posiada umiarkowanie dobre relacje z Izraelem. Duża część krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w ogóle nie utrzymuje z nim stosunków dyplomatycznych. Niektóre państwa, takie jak Syria czy, należący do perskiego kręgu kulturowego Iran, deklarują wręcz otwartą wrogość wobec Jerozolimy. Naturalnie, istnieją wyjątki od tej reguły, jednak i one nie napawają optymizmem. Izraelsko-katarskie biuro handlowe zostało zamknięte w lutym 2009 r. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda we wzajemnych relacjach Izraela z Królestwem Maroka, z którym stosunki dyplomatyczne są zawieszone od 2000 r. Dojście do władzy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie to podwójne zagrożenia dla Izraela. Oznaczałoby możliwy transfer fundamentalizmu na grunt palestyński, czyli niepokoje na Zachodni Brzegu Jordanu oraz w Strefie Gazy. Z drugiej strony płd-zach granica z Egiptem przestawałaby być tak bezpieczną i pewną, jak dotychczas.

Egipt stałby się kolejnym państwem wrogim rządowi w Jerozolimie oraz narodowi żydowskiemu. Siły zbrojne Izraela niejednokrotnie od 1948 r. musiały walczyć z przeważającymi liczebnie armiami państw arabskich. Za każdym razem, niczym biblijny Dawid w walce z Goliatem, Izrael wygrywał, sankcjonując swoje prawa do ziemi, którą otrzymał na mocy rezolucji ONZ. Obecnie nad wyraz dużo zależy od skutecznej polityki zagranicznej Izraela, wskazania wspólnych egipsko-izraelskich interesów i możliwych korzyści dla Kairu, jakie może zagwarantować mu współpraca z Jerozolimą. Ewentualne zamrożenie stosunków z Egiptem byłoby dla Izraela bardziej niż niewskazane. W chwili kiedy zostałyby zerwane stosunki dyplomatyczne, Egipt stałby się bardziej podatny na retorykę Iranu i Syrii. Pętla wokół Jerozolimy zaczęłaby się zacieśniać, a Izrael, w którym silną pozycję zajmują ugrupowania nacjonalistyczno-syjonistyczne oraz przypuszczalnie dysponujący arsenałem atomowym sam mógłby sprowokować prewencyjny konflikt.

Jakub Więckowski

Napisz do autora: jakub.wieckowski@interia.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Facebook