
Niedawno Republika Chińska (Tajwan) hucznie celebrowała stulecie istnienia. Na jej przyszłości może zaważyć to, co przyniesie rok 2012, chiński Rok Smoka. Wybory na Tajwanie, które odbyły się w sobotę 14 stycznia, zakończyły się zwycięstwem obecnego prezydenta Ma Ying-jeou i jego Partii Nacjonalistycznej (Kuomintang). Jesienią zaś ze stanowiskiem przewodniczącego KPCh rozstanie się Hu Jintao, a premierem przestanie być Wen Jiabao. Choć tajwańskie wybory nie przyciągnęły wiele uwagi światowej opinii publicznej, to z pewnością były pilnie obserwowane przez władze ChRL i dynamicznie zmieniające się chińskie społeczeństwo.
Ma Ying-jeou, który ubiegał się o reelekcję, pokonał kandydatkę opozycyjnej Demokratycznej Partii Postępu, Tsai Ing-wen, zdobywając 51,6% głosów. Wybory prezydenckie były połączone z głosowaniem na deputowanych do Rady Ustawodawczej i tutaj nacjonaliści także zachowali większość, ale musieli pogodzić się z utratą ośmiu miejsc. Tsai nie pomogły ani dobrze prowadzona kampania, ani powszechne wśród klasy średniej rozczarowanie brakiem wyraźnych korzyści z ożywienia gospodarczego, ani choćby zmęczenie elektoratu rządzącymi, którzy mieli na koncie kilka poważnych wpadek (np. nieudolność w likwidowaniu skutków tajfunu Morakot z 2009 roku). Zwycięstwo Ma zostało dobrze przyjęte w Pekinie, bo beneficjentami zacieśniających się więzów handlowych są w dużej mierze elity ChRL, ponadto rządy nacjonalistów sprawiają, że szansa na przyszłe zjednoczenie w oparciu o znaną z Hongkongu zasadę „jeden kraj – dwa systemy” się powiększa. Wybory niewątpliwie oznaczają moment zwrotny w karierze Tsai Ing-wen, która zrzekła się fotela przewodniczącej DPP i rodzą pytania o przyszłość jej formacji.
Dwie wizje Tajwanu
Tajwańska scena polityczna nie dzieli się, tak jak w reszcie świata, na lewicę i prawicę: tutaj głównym kryterium podziału jest stosunek do integracji z Chinami kontynentalnymi. Styczniowe wybory były porażką Tsai Ing-wen, postulującej jak najdalej posuniętą samodzielność i sprzeciwiającej się tak zwanej „zasadzie jednych Chin”, wedle której obie strony: ChRL i Tajwan – zgadzają się co do istnienia tylko jednego państwa chińskiego, choć dla Pekinu będzie to proklamowana w 1949 roku Chińska Republika Ludowa, a dla Tajpei Republika Chińska ogłoszona po obaleniu cesarstwa w 1911 roku. Kompromis ten pozwolił swego czasu zasiąść do stołu rokowań dawnym wrogom z czasów wojny domowej – nacjonalistom i komunistom. Niemniej jednak wywodzącej się z opozycji demokratycznej DPP bliższa jest wizja samodzielnego Tajwanu, jeśli nie de iure, to właściwie de facto niepodległego.
Powstałej w końcówce lat osiemdziesiątych DPP nie jest łatwo rywalizować o glosy z Kuomintangiem – jedną z najstarszych i najbogatszych partii politycznych na świecie, która tak jak wiele pokrewnych partii w Azji częstokroć działa na styku polityki i biznesu, oraz ma blisko siedemdziesięcioletnie doświadczenie w rządzeniu wyspą. Według Yao Renduo, profesora socjologii z pekińskiego uniwersytetu Qinghua, opozycji jest niełatwo podjąć krytykę, bo „Republika Chińska w zasadzie jest niepodległa, takie jest status quo. Ktokolwiek chciałby zmienić status quo, musiałby to uczynić poprzez głosowanie powszechne. Obecnie droga do niepodległego Tajwanu jest zamknięta, idea proklamowania niepodległości została skompromitowana przez Chen Shui-biana [skorumpowanego prezydenta DPP z lat 2000-2008].” Naukowiec podkreśla, że DPP odwoływała się także do resentymentów rdzennej ludności Tajwanu, która czuła się zdominowana przez wywodzące się głównie z kontynentu elity biznesowo-polityczne, ale wraz z poprawą sytuacji ten argument nie znajduje już posłuchu.
Tymczasem Kuomintang uważany jest za partię, która gwarantuje rozwój ekonomiczny i pokojowe relacje z Pekinem. Preferencyjne porozumienie o wolnym handlu ECFA, które weszło w życie w 2010 roku, pod względami ekonomicznymi jest bardziej korzystne dla Tajpei: firmy tajwańskie mają większą swobodę inwestycji na kontynencie niż odwrotnie, a według analizy Petersen Institute for International Economics efekt netto wprowadzenia ECFA to wzrost PKB Tajwanu o 5,3% do 2020 roku. DPP postulowała zawieranie tego rodzaju umów z innymi krajami Azji, ale po pierwsze Pekin czynnie starał się to udaremnić, a po drugie prognozy zysków nie dorównywały tym, które są możliwe do osiągnięcia dzięki ECFA. Uzasadnione podejrzenia może jednak budzić fakt, że Tajwan jest stroną uprzywilejowaną w umowie – najpewniej kierownictwo ChRL godzi się ze stratami ekonomicznymi, mając nadzieję na zyski natury politycznej – obopólne profity przyczynić się mają do zwiększenia poczucia wspólnoty i ułatwią podjęcie kroków politycznych w kierunku zjednoczenia.
Kolos patrzy na wyspę
Polityka Chin Ludowych wobec Tajwanu także uległa znaczącym zmianom w ostatnim dwudziestoleciu: nie pojawia się w oficjalnym dyskursie sformułowanie „zbuntowana prowincja”, a demonstracje siły nie służą już wywarciu presji na tajwańskich wyborcach, tak jak miało to miejsce w 1996 roku, gdy w pierwszych wolnych wyborach zwyciężył zwolennik samodzielności Lee Teng-hui. Wówczas kryzys wywołany próbami rakietowymi przeprowadzonymi przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą przyciągnął uwagę USA, które na polecenie prezydenta Clintona skierowały w okolice Cieśniny Tajwańskiej dwie grupy bojowe lotniskowców. Wtedy ChRL pospiesznie wycofała się z ćwiczeń, ale należy podkreślić, że ryzyko zbrojnego konfliktu będzie istniało tak długo, jak długo Tajwan i Chiny będą rządzone przez dwa odrębne rządy. ChALW rozwija się dynamicznie i jej przewaga nad siłami zbrojnymi Tajwanu wzrasta, a USA jest czynnie zaangażowane w wielu innych miejscach świata. Wystarczy porównać dwa raporty Rand Corporation – ten z 2000 roku stwierdza, że ryzyko inwazji jest zbyt duże, by jakikolwiek rząd Chin kontynentalnych był skłonny je podjąć; z tym z 2009 roku, wedle którego lotnictwo chińskie jest w stanie zdobyć panowanie w powietrzu, niezależnie od tego, czy USA przyśle swoje myśliwce, czy nie. Spora część samolotów tajwańskich miałaby zostać zniszczona na ziemi w wyniku zmasowanych ataków rakietowych. Raport stwierdza wszakże, że przeprowadzenie udanego desantu na wyspę graniczy z niemożliwością, bo marynarka chińska jest w stanie przerzucić jedynie 31 tys. żołnierzy za jednym razem. Należy jednak pamiętać, że osiągnięcie przewagi w powietrzu i selektywne niszczenie celów naziemnych w celu załamania morale społeczeństwa to nader skuteczna taktyka znana z działań NATO przeciwko Serbii w 1999 roku.
Na razie jednak zbrojny scenariusz nie należy do szczególnie prawdopodobnych. Jeden z wielu powodów jest następujący: Tajwan jest istotnym ogniwem w światowym przemyśle wysokich technologii, w zeszłym roku jedna tylko firma Helwett-Packard zakupiła na wyspie półprodukty o wartości około 25 mld dolarów. Nawet kryzys przypominający ten z 1996 roku (nie mówiąc już o wojnie) poważnie zachwiałby regularnością dostaw dla tej kluczowej – także dla ChRL – dziedziny gospodarki. ChRL ogranicza się zatem do uważnej obserwacji zmian na Tajwanie, wybory zostały dość szczegółowo zanalizowane w głównych mediach, choć w telewizji rzadko kiedy można było usłyszeć samych Ma Ying-jeou czy Tsai Ing-wen. Oficjalne dokumenty, a w ślad za nimi środki masowego przekazu, nie sięgają raczej po delegitymizacyjną retorykę konfrontacji – niemniej jednak w wersji ChRL wybory odbywają się na „obszarze Tajwanu”, a prezydent Ma jest określany jako „prezydent” (w cudzysłowie). Internauci chińscy w komentarzach postulowali retransmisję debat, a jeden z nich dokonał dość podstawowego spostrzeżenia: media tajwańskie pokazały z wielu stron cechy obojga kandydatów, a wyborcy w głosowaniu powszechnym zadecydowali o tym, któremu z nich powierzyć urząd – wszystko to na kontynencie jest nie do pomyślenia. Ponadto zwracali uwagę na język, którym posługiwali się kandydaci, często nazywający swoich wyborców „rodakami”, podczas gdy w oficjalnym dyskursie ChRL istnieje czytelny podział na „kierownictwo” i „lud”. Dla porównania, tajwańska opinia publiczna zdaje się akceptować wyniki wyborów niezależnie od afiliacji politycznych: spór między dwoma głównymi partiami nie przybrał tak brutalnych form, jak na przykład w 2004 roku, kiedy dokonano nieudanego zamachu na Chen Shui-biana, ówczesnego kandydata DPP i późniejszego prezydenta.
Perspektywy na przyszłość
Na jesień 2012 roku zaplanowany jest osiemnasty zjazd Komunistycznej Partii Chin, który ma wybrać nowe władze: ze stanowiskami przewodniczącego i premiera pożegnają się Hu Jintao i Wen Jiabao, a zastąpią ich najprawdopodobniej Xi Jinping i Li Keqiang. Hu Jintao ma reputację polityka niedążącego do konfrontacji – bo choć to za jego rządów ChRL przyjęła legalizujące zbrojną interwencję w Tajwanie na wypadek ogłoszenia przezeń niepodległości Prawo Antysecesyjne, to jednoczeście był pierwszym od czasów wojny domowej przewodniczącym KPCh, który spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Kuomintangu. Osoba jego potencjalnego następcy nie jest jednak bliżej znana światowej opinii publicznej, można odnaleźć tylko kilka jego oficjalnych, powściągliwych wypowiedzi, ponadto z historii KPCh wiadomo, że sukcesor nie zawsze był w stanie przetrwać na najwyższym stanowisku (tak stało się choćby z Hua Guofengiem, namaszczonym przez przewodniczącego Mao, i szybko zmarginalizowanym przez Deng Xiaopinga i jego zwolenników). Nowi przywódcy ChRL będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami wewnętrznymi: rosnącymi różnicami pomiędzy biednymi i bogatymi, zadłużeniem samorządów lokalnych, bańką spekulacyjną na rynku nieruchomości; a w relacjach zagranicznych z Rosją, Wietnamem czy Japonią mogą pojawić się konflikty terytorialne. I choć odzyskanie Tajwanu nadal jest dla nich celem priorytetowym, to pobieżna analiza trendów we wzajemnych stosunkach wskazuje raczej na to, że będą chcieli posłużyć się metodami pokojowymi. Chińska klasa średnia rośnie w siłę, coraz więcej studentów odbywa naukę za granicą, rośnie popularność internetu, który mimo rozwiniętego systemu kontroli stanowi bardzo skuteczną platformę wymiany informacji. Bogacące się społeczeństwo oczekuje liberalizacji. Wraz z podpisaniem ECFA zacieśniają się także obustronne związki pomiędzy Tajwanem a kontynentem – od wspólnych przedsięwzięć biznesowych po wymianę kulturową czy choćby mieszane małżeństwa. Należy stwierdzić, że ewentualne dojście do władzy DPP nie mogłoby zupełnie odwrócić kierunku zmian, możliwe jest co najwyżej ich spowolnienie.
Przyłączenie Tajwanu do Chin Ludowych, a co za tym idzie przerwanie „kordonu” z krajów-sojuszników USA otaczających kontynent, w znaczący sposób zmieniłoby układ sił na świecie. Wszystko wskazuje jednak na to, że Stany Zjednoczone, zajęte swoimi problemami, nie będą temu czynnie przeciwdziałać, tak długo jak zmiana będzie miała charakter pokojowy. Chińczycy z obu stron Cieśniny Tajwańskiej, zachowując różnice w rozwiązaniach ustrojowych, są sobie coraz bliżsi i czas pokaże, jak polityka obydwu rządów będzie odzwierciedlać to powszechne przekonanie.
Jakub Urbański



