Przegląd Spraw Międzynarodowych

Globalna inflacja: przyszedł rachunek za „darmowy lunch”

„Nie ma subtelniejszej i pewniejszej drogi do obalenia istniejącej równowagi społecznej niż psucie pieniądza. Proces ten sprawia, że wszystkie ukryte siły praw ekonomii działają na rzecz destrukcji i sprawia to w taki sposób, że nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie prawidłowo rozeznać się w sytuacji.”

Autorem powyższych słów jest John M. Keynes, który, choć był zwolennikiem interwencjonizmu, to rozumiał znaczenie niskiej inflacji. Zbagatelizował jednak ryzyko polityczne związane z pokusą finansowania deficytu budżetowego poprzez druk pieniądza, który jest źródłem wysokiej inflacji. Dzisiejsi zwolennicy tzw. makroekonomii Keynesa wybiórczo odwołują się do jego teorii, która w istocie dotyczyła procesów gospodarczych w krótkim okresie i koncentrowała się na stronie popytowej. Reagowanie na szoki popytowe (np. spadek konsumpcji czy inwestycji) jest zasadniczo innym problemem niż występująca w praktyce wielu państw długookresowa polityka gospodarcza, która polega na chronicznych deficytach budżetowych i polityce „łatwego pieniądza”.

Na tropie spekulacji

Rządy często tłumaczą rosnącą inflację czynnikami, na które nie mają wpływu. Na przykład: inflacja jest globalna, została przez nas „importowana” i nie mamy na nią wpływu, podobnie jak na to, czy i kiedy zmaterializują się pewne zdarzenia losowe, jak rewolucje i zamieszki w państwach arabskich. Kwestia, czy są to lub były zdarzenia losowe, niemożliwe do przewidzenia, jest dyskusyjna – z pewnością część osób uważa, że zostały one zdeterminowane przez szereg czynników, takich jak właśnie rosnące ceny dóbr, szczególnie żywności. Te niepokoje spowodowały z kolei wzrost cen ropy naftowej i osłabienie walut państw rozwijających się, tak więc powstała samonakręcająca się spirala.

Źródło: Biuletyn Rady Gospodarczej nr 18, 07.03.2011

Popularna jest teza, że koszty kryzysów ponoszą głównie biedne warstwy społeczeństwa. Wysoka inflacja rzeczywiście prowadzi do takiej realokacji realnych dochodów. Nie stawia się jednak tezy, kto lub co przerzuca te koszty na ciężko pracujących i bezrobotnych. W tej sytuacji rządy zazwyczaj tłumaczą się szalejącą spekulacją na rynkach, przejściowymi trudnościami spowodowanymi np. przez susze czy powodzie. Może być to prawdą jedynie w krótkim okresie, gdy rzeczywiście mamy do czynienia z ograniczoną (nieelastyczną) podażą takich dóbr, jak płody rolne czy surowce. Sam fakt ograniczonej podaży wzmacnia bodźce do spekulacji. Niestety, podaż na wielu rynkach jest często ograniczana przez politykę państw lub UE (np. Wspólna Polityka Rolna), przez co społeczeństwo traci na rzecz uprzywilejowanych grup.

Warto zwrócić uwagę, że inflacja występuje nie tylko w gospodarkach kapitalistycznych, ale również socjalistycznych. W okresie socjalizmu nie występowały co roku klęski żywiołowe, powodujące nieurodzaj w rolnictwie, a mimo to brakowało zaopatrzenia w sklepach. Oprócz podżegaczy wojennych i stonki, wszystkiemu winni byli „krwiożerczy” spekulanci i „barbarzyński” czarny rynek, który jednak stanowił pewien bufor, pozwalający na względną stabilizację nastrojów społecznych. Cały nieformalny obieg funkcjonujący w gospodarkach socjalistycznych, w tym „spekulacja” i „czarne rynki” broni tezy, iż ludzie są tak samo „chciwi”, tzn. zorientowani na zysk niezależnie od okresu historycznego czy lokalizacji geograficznej.

Długość kolejek w okresie PRL równała się wielkości inflacji, gdyż oba zjawiska wynikały z braku ceny równowagi – państwo ustalało niską cenę, ale nie było możliwości nabycia towaru po tej cenie. Co więcej, stanie w kolejce jest nie tylko dodatkowym kosztem, który należy doliczyć do ceny, lecz generuje stratę społeczną – wszyscy płacą cenę, jaką jest stanie w kolejce, ale żaden dostawca nie jest tą ceną wynagradzany. Nie ma wątpliwości, że w PRL występowała duża emisja pustego pieniądza, która w przypadku braku cen rynkowych powodowała nierównowagę i kolejki.

Pieniądz i inflacja

Co zatem determinuje inflację w długim okresie? Jak twierdził Milton Friedman, inflacja to przede wszystkim zjawisko monetarne, tzn. jej wysokość zależy od wzrostu podaży pieniądza w gospodarce. Odpowiedzialność za politykę monetarną spoczywa na banku centralnym, który w wielu państwach, przynajmniej formalnie, jest niezależny od rządu. Wszyscy zgadzają się, że inflacja powinna być niska, tzn. przyjmować wartość ok. 1,5–2,5%.

Pieniądz papierowy sprawił jednak, że centralnym narzędziem polityki ekonomicznej tzw. „państwa socjalnego” stała się odpowiednio wysoka podaż pieniądza oraz notoryczne deficyty budżetowe. Stąd polityka stabilizacji monetarnej (jak również fiskalnej) ma wielu zagorzałych przeciwników, którzy wskazują na inne, ważniejsze cele np. politykę pełnego zatrudnienia, zwalczanie nierówności itp. Takie zarzuty wobec MFW wysunął w latach 90. XX wieku Joseph Stiglitz. W odpowiedzi organizacja stwierdziła, że wzrost zatrudnienia i dochodu jest niemożliwy bez przywrócenia równowagi makroekonomicznej w państwach dotkniętych kryzysem.

Warto zaryzykować tezę, że nigdy wcześniej równowaga fiskalna i polityka stabilnego pieniądza nie była bardziej uzasadniona i potrzebna w kontekście problemów, jakie stoją przed poszczególnymi państwami i gospodarką światową jako całością. Wpływ ekspansji fiskalnej i pieniężnej na powstawanie baniek spekulacyjnych i niestabilność światowej gospodarki jest oczywisty. Rosnąca płynność międzynarodowa w wyniku niskich stóp procentowych lub/i chronicznych deficytów budżetowych wzmacnia siłę oddziaływania zjawisk określanych jako contagion, spillover itp., które powodują rozprzestrzenianie się kryzysów.

Dlaczego tak łatwo rosną kolejne bąble spekulacyjne?

Ryzyko, jakie generują bańki spekulacyjne i niestabilność, to rosnące prawdopodobieństwo kolejnych kryzysów, szoki podażowe i popytowe, gwałtowne przepływy kapitału krótkoterminowego, dalsze powstawanie i pogłębianie się globalnych nierównowag. Co w tej sytuacji może zrobić MFW? Jego „akcje ratunkowe” przypominają rzucanie koła ratunkowego na wzburzonym morzu, podczas gdy wielkie państwa swoją nieodpowiedzialną polityką gospodarczą tworzą fale podtapiające słabszych. Logicznymi konsekwencjami rosnącej płynności międzynarodowej, a więc de facto rosnącej podaży papierowego pieniądza, są zjawiska inflacyjne.

Do takich zjawisk inflacyjnych należy zaliczyć wszelkie bańki spekulacyjne na międzynarodowych rynkach finansowych (lub też na krajowych rynkach, na których zliberalizowano przepływ kapitału). Bańki spekulacyjne prowadzą do nieefektywnych ekonomicznie decyzji, a w pewnych przypadkach zagrażają stabilności nie tylko danego rynku, ale również systemu finansowego państwa lub grupy państw. Przykładem jest kryzys w Irlandii i Hiszpanii, którego głębokość wynika w głównym stopniu z bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości.

Te zjawiska przez zniekształcanie informacyjnej i alokacyjnej roli, jaką pełnią ceny, zniekształcają również realne wartości aktywów i pasywów w bilansach banków, jak również podmiotów sektora publicznego i zwykłych konsumentów. Utrudnia to ocenę rzeczywistej sytuacji ekonomicznej przez prywatnych graczy oraz rządy, co w przypadku istniejących zagrożeń zmniejsza szansę podjęcia skutecznych i szybkich działań zapobiegawczych. W pesymistycznym scenariuszu rozwój baniek spekulacyjnych może tworzyć wrażenie rosnącego dobrobytu, przez co osłabia skłonność do produktywnych działań lub podejmowania reform przez rządy. Właśnie to zjawisko wystąpiło w państwach dotkniętych bańką na rynku nieruchomości – obok już wymienionych, także w USA czy Wielkiej Brytanii.

Eksport inflacji – kto płaci za darmowy lunch?

Zdaniem prezesa banku centralnego Chin, Zhou Xiaochuan, odejście od systemu z Bretton Woods naraziło globalną gospodarkę na ryzyko inflacji, która będzie nierówno rozkładać korzyści i koszty:

„Międzynarodowy system finansowy, zdominowany przez jedną walutę będącą walutą suwerennego państwa zintensyfikował koncentrację ryzyka i rozprzestrzenianie się kryzysu. (…) Aby uniknąć nieodłącznych problemów związanych z używaniem suwerennej waluty jako waluty rezerwowej, musimy stworzyć międzynarodową walutę rezerwową, która będzie oddzielona od suwerennych państw i będzie w stanie utrzymać stabilną wartość przez długi okres. (…) Model rozwoju gospodarczego, który ogranicza się do konsumpcji opartej na zadłużeniu jest najbardziej trudny do utrzymania.”

Nie jest tajemnicą, że za darmowy lunch, który niestrudzony Barack Obama serwuje swoim wielbicielom, płacą państwa, które mają rezerwy walutowe w USD. Umożliwia to kontynuację ekstremalnie ekspansywnej polityki monetarnej i fiskalnej, bez gwałtownego wzrostu inflacji w USA. Nic dziwnego, że Pekin kategorycznie odmawia uwolnienia zaniżonego kursu juana, w sytuacji, gdy Waszyngton prowadzi politykę osłabiania dolara. Mimo tego, że Chiny stać obecnie na bycie nowym Wujem Samem, to tzw. Beijing Consensus nie polega na myśleniu życzeniowym, które jest obce azjatyckiej kulturze strategicznej. Państwo Środka zmienia strukturę swoich światowych aktywów, poprzez inwestycje w papiery skarbowe państw UE dokonuje rozsądnej dywersyfikacji ryzyka. Jednocześnie jest to spójne z globalną strategią Chin, ponieważ pozwala na umacnianie wpływów politycznych w różnych regionach świata.

Niestety, rzeczywistość państw biednych, nieposiadających wielkich rezerw walutowych i dochodowego eksportu, jest zasadniczo odmienna. W sytuacji, gdy zmuszone są importować towary po rekordowo wysokich cenach, poziom życia ludności obniża się. W ten sposób biedne państwa muszą płacić rachunek za „darmowy lunch” w państwach rozwiniętych. Co gorsza, wraz z brakiem determinacji po stronie administracji Obamy do redukcji deficytu budżetowego i długu publicznego rośnie ryzyko inflacyjnego spłacania długu zagranicznego USA na wielką skalę. Mówiąc wprost, całkiem realne jest to, że FED kolejny raz skupi obligacje rządowe, emitując falę zielonych papierków. Zaciągnięty i spłacany w dolarach dług dzięki inflacji ma mniejszą siłę nabywczą, przez co zyskuje dłużnik, czyli Waszyngton.

Inflacja czy bankructwa państw?

Były wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński twierdzi, że najbliższa dekada będzie obfitowała w bankructwa państw. W przypadku niewystarczających oszczędności budżetowych wybór, przed jakim stanie (albo już stoi) wiele gospodarek sprowadza się do alternatywy: wysoka i rosnąca inflacja lub silny wzrost kosztu zadłużenia, łącznie z ryzykiem bankructwa.

Podstawową zmienną, która definiuje tę alternatywę, jest wysokość stóp procentowych. Jeżeli pozostaną na rekordowo niskim poziomie, nie uda się opanować wysokiej inflacji; ponadto rodzi to ryzyko powstania kolejnych bąbli spekulacyjnych i kryzysu. Podwyższenie stóp procentowych w celu aktywnej walki z inflacją zwiększy oprocentowanie długu rządowego, który w wielu państwach już teraz (przy niskich stopach procentowych) jest wielkim ciężarem dla finansów publicznych. W zakresie polityki fiskalnej, oszczędności zmniejszają presję na wzrost inflacji oraz zmniejszają ryzyko bankructwa; jednak oznaczają także spadek dyspozycyjnych dochodów ludności. To dowodzi tezy, że nie ma czegoś takiego jak „darmowy lunch”, to znaczy, że za każde szaleństwa rządów płacą zwykli, często biedni ludzie.

Na koniec warto zauważyć, że rząd nie posiada żadnych pieniędzy, posiada jedynie drukarnie. Pieniądz w postaci legalnego środka płatniczego nie jest własnością rządu ani banku centralnego, te instytucje jedynie gwarantują jego wartość i legalność. Jest to przedmiot umowy społecznej i własność poszczególnych jednostek, dlatego w interesie społeczeństwa jest dbanie o jego stabilną wartość i nieuleganie iluzji „darmowego lunchu”. W przypadku globalnej waluty rezerwowej problem jest dużo bardziej skomplikowany i zmiana obecnej sytuacji, tj. koniec supremacji USD, z pewnością będzie wymagać wiele czasu.

Damian Olko

Napisz do autora: olko.damian@gmail.com

Autor: Damian Olko

Fascynują mnie takie pojęcia jak 'nieskończoność' i 'przestrzeń probabilistyczna'. Lubię pisać o bąblach spekulacyjnych, jednocześnie nadmuchiwać balonik z własnym imieniem i nazwiskiem do horrendalnych rozmiarów. Przede wszystkim przez próżność. Zarazem kręci mnie przekłuwanie igłą nadętych i nadymanych pustymi frazesami socjalistów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Facebook